Relacja z 47 Mistrzostw Polski w Klasie STANDARD

Kolejny już raz Piła stała się na dwa tygodnie szybowcową stolicą Polski, a to za sprawą 47 Mistrzostw Polski w Klasie Standard. Począwszy od 27 lipca nad doskonałymi termicznie terenami w okolicach Piły przyszło się zmagać zawodnikom latającym na popularnych „standardach”. Wśród których przeważały Jantary Std 2 i 3. Obok szybowców klubowych coraz więcej pojawia się szybowców prywatnych. Coraz większa grupa zawodników wyposażona była w zestawy do transportowania szybowców po lotnisku (zapewne z powodu, dużych odległości, którymi cechuje się lotnisko w Pile). Wzrosła także liczba prywatnych wózków krytych co znacznie poprawia „opiekę” nad szybowcami. Odmłodziła się też średnia wieku zawodników, co mimo braku części pilotów z krajowej czołówki zapowiadało ostrą i ambitną walkę o tytuły mistrzowskie.

Niedziela 28 lipca

Jak zawsze na początku Mistrzostw trochę nerwowej atmosfery. A to komuś brakuje kabelków, a to baza punktów zwrotnych nie taka, a to przyrządy nawalają. Nie bacząc na to kierownik sportowy zawodów Jerzy Mierkiewicz zarządza pierwszą konkurencję. Jest nią tzw. Ast, czyli konkurencja obszarowa, prędkościowa w ograniczonym czasie. Do oblecenia są trzy strefy: Czersk – koło o promieniu 20 km, Wągrowiec – koło o promieniu 5 km i Czarnków – koło o promieniu 25 km. Prognozy pogodowe są dobre – Polska znajduje się pod wpływem gorącego wyżu z centrum nad Ukrainą. Podczas startów pierwszych szybowców na niebie znaleźć można pojedyncze cumulusy o podstawie 1800 m, dające noszenia do 2-3 m/s. Jednak po otwarciu startu lotnego chmury zaczynają zanikać i trasę trzeba pokonywać przy termice bezchmurnej. Silny wiatr powoduje , iż pierwszą strefę szybowce osiągają po 50 minutach. To długo, zważywszy że wyznaczono na oblot całej trasy 2 h 30’. Nie bacząc na to dość wolne tempo część szybowców zapuszcza się głębiej w strefę . Znajdują tu dobre noszenia, ale nieubłagany czas powoduje, że będą mieli trudności oblecieć całą trasę w wyznaczonym limicie. Część zawodników rusza na drugi bok po płytszym „nakłuciu” pierwszej strefy. Warunki na drugim boku zdecydowanie słabną. Dziej się to za sprawą doliny Noteci, którą trzeba przeciąć. Tempo lotu zdecydowanie spada. Z tego powodu większość zawodników po osiągnięciu II strefy bierze kurs na metę tylko nieznacznie zahaczając strefę trzecią. Wyniki pokazują, że w tym dniu była to słuszna decyzja. Zwycięża Maciej Tomczyński (922 pkt), druga jest Joanna Biedermann (921 pkt) a trzeci Krzysztof Łuniewski (912 pkt).

Poniedziałek 29 lipca

Coś drgnęło w atmosferze , bowiem na niebie dość szybko powstają cumulusy o wysokiej podstawie do 1800 m i noszeniach 2-3 m/s. Zadaniem dnia jest oblot trasy 271 km z punktami zwrotnymi w Drezdenku, Szamocinie i Wronkach.
Zagrożenie powstawania burz powoduje, że część zawodników dość szybko decyduje się na odejście na trasę. Lepiej robią jednak Ci, którzy opóźniają odlot o 20 minut. Ale, któż mógł przypuszczać, że w ciągu dnia warunki tak się poprawią. Pierwszy bok przebiega bez większych problemów, noszenia oscylują między 2-3 m/s. W okolicy I PZ daje znać o sobie Puszcza Notecka . Chmury nabierają wigoru, noszenia wzrastają do 4-5 m/s, a podstawy do 2200 metrów. Pozwala to na lot po drugim boku pod szlakami z prędkością 180-200 km/h.
Dopiero przed drugim punktem w Szamocinie powstaje luka bez chmur. Należy więc dochodzić do punktu z dużej wysokości by przelecieć 15 km i wrócić również 15 km do następnych noszeń. Wszyscy wykonują ten manewr bezbłędnie, za co czeka nagroda w postaci pięknych cumulusów na trzecim boku. Przed punktem we Wronkach większość wykręca 1900-2000 m co pozwala swobodnie dolecieć do mety po zaliczeniu punktu bez konieczności dalszego krążenia.
Zwycięża w tym dniu Henryk Muszczyński osiągając prędkość 114.65 km/h, drugi jest Łukasz Błaszczyk z Ostrowa (113.82 km/h), a trzeci Dawid Mierkiewicz (112.64 km/h). Po dwóch konkurencjach na czoło wysunął się utalentowany Łukasz Błaszczyk wyprzedzając doświadczonych: Joannę Biedermann i niżej podpisanego zajmujących ex equo drugą pozycję.

Środa 31 lipca

Po dniu przerwy (najpierw front a potem upał bez noszeń – konkurencje odwołano) dobre prognozy pogody nastrajają optymistycznie. Nadal znajdujemy się pod wpływem wyżu wschodnioeuropejskiego. Zapowiadane są jednak dobre warunki termiczne. Odczuwalna jest już od rana subtelna zmiana masy powietrza, przejrzystość jest lepsza. Zadaniem jest konkurencja odległościowa w locie pomiędzy wyznaczonymi obszarami. Pierwszy to półkole o promieniu 55 km z centrum w Drezdenku, drugi to także półkole o promieniu 50 km z centrum w Chojnicach. Tras przebiega nad rozległymi kompleksami leśnymi. Przy założonym czasie oblotu 4h zapowiada się długodystansowa walka.
Po odejściu na trasę prawie połowa zawodników mknie do końca pierwszej strefy. Warunki panują tu doskonałe. Cumulusy o podstawach 1800 m dające noszenia do 3-4 m/s. W drodze powrotnej grupka zawodników wybiera wariant południowy z wykorzystaniem znanych już doskonałych warunków nad Puszczą Notecką. To właśnie oni mają w tym dniu rację. Znacznie szybciej osiągają druga strefę, wlatują w nią na kilkanaście kilometrów, a następnie z wiatrem wracają do lotniska. Większość tymczasem leci bardziej „po kresce”, co początkowo nie nastręcza trudności, ale po minięciu trawersu Piły piloci natrafiają na kryzys termiki. Chmury rozpadają się dając leniwe meterki. Pod wiatr to bardzo mało i znacznie spowalnia przelot. Większość jednak dolatuje w końcu do drugiej strefy i następnie z wiatrem kontynuuje lot w kierunku Piły. Dla większości czas kończy się na wysokości 400-500 m co pozwala na swobodne wykręcenie dolotu do domu. Zwycięzcą zostaje Jacek Marszałek (390 km), drugi jest Mirosław Izydorczak (387,7 km) trzeci Maciej Tomczyński (387,2 km). Po trzech konkurencjach na prowadzenie wysuwa się niżej podpisany (2508 pkt) przed Łukaszem Błaszczykiem (2505 pkt) i Dariuszem Brzykcy (2501 pkt).

Czwartek 1 sierpnia

Od rana upał. Już przyzwyczailiśmy się do afrykańskiej temperatury w Pile. Od południa nadciągają nad lotnisko chmury średnie i wysokie. Meteorolog straszy burzami w godzinach popołudniowych. Zadaniem jest więc krótka trasa 180,2 km z punktami w Miasteczku Krajeńskim, Krajence i Zatomiu. Po wyholowaniu pierwszych szybowców widać, że mają one trudności z utrzymaniem się w powietrzu. Połowa zawodników wycofuje się na koniec kolejki i odczekuje 15 minut. W tym czasie w rejonie lotniska pojawiają się pierwsze cumulusy. Dają one noszenia 1 do 3 m/s. Silny południowo-wschodni wiatr spycha szybowce na północ. Tylko paru pilotów decyduje się na wczesne odejście. Pozostali czekają i ostatecznie odchodzą niewiele przed zamknięciem startu lotnego. O dużym szczęściu może mówić lider-niżej podpisany, który jeszcze na 10 minut przed zamknięciem startu krąży na wysokości 400 m w odległości 15 km od lotniska. W ostatniej chwili łapie noszenie 2,5 m/s, które pozwala mu nabrać 1300 m wysokości i w ostatniej minucie przeciąć linie startu. Piloci, którzy wcześniej odeszli na trasę, bezproblemowo przelatują pierwszy i drugi punkt zwrotny. Ci co polecieli później „ćwiczą” loty parterowe w okolicy pierwszego punktu. Prawdziwe wyścigi zaczynają się po drugim punkcie w Krajence. Warunki znacznie się poprawiają, noszenia wzrastają do 3-4 m/s. Mirek Matkowski trafia nawet 5,5 m/s (!). Podstawy dochodzą do 1900 m. To pozwala w iście sprinterskim tempie osiągnąć 3 PZ i po prostej wracać do domu.
Zwycięzcą zostaje Tadeusz Świst (95,06 km/h), drugi jest Mirosław Izydorczak (92,49 km/h), trzeci Krzysztof Łuniewski (91,11 km/h).
Po czterech konkurencjach na prowadzeniu pozostaje niżej podpisany (2934 pkt) po piętach mu depczą jednak Anatol Mierkiewicz (2908 pkt) i Mirosław Izydorczak (2904 pkt).

Środa 7 sierpnia

Już od dnia poprzedniego prognozy zapowiadają wypełnienie się wyżu skandynawskiego. Entuzjastyczne zapowiedzi powodują, że wszyscy piloci zjawiają się od rana i sprawnie wyjmują szybowce z hangaru. Niestety dość szybko obszar lotniska w Pile przykrywa zachmurzenie średnie i wysokie, które całkowicie tłumi termikę. Jednak na północnym-wschodzie widać krawędź chmur za którą kusi wzrok błękit. Na nim to widoczne są pierwsze cumulusy. Pojawia się więc szansa rozegrania piątej konkurencji. Po sześciu dniach przerwy taki dzień jest długo oczekiwany. Niestety pojawiają się trudności innej natury. Daje o sobie znać wojsko, które nadal czuje się niepodzielnym panem przestrzeni powietrznej nad Polską. Kierownik sportowy wykonuje dziesiątki telefonów by w końcu uzyskać zgodę na mikroskopijny obszar dookoła Piły o promieniu 22,5 km (!).
W tym obszarze mają zawodnicy rozegrać konkurencję odległościową. Do dyspozycji mają wszystkie punkty zwrotne w obwiedni, jednak odległość między nimi nie powinna być mniejsza niż 10 km. Czas oblotu 2h. Dwa punkty znajdują się na obwiedni, co powoduje że tylko dla nich czyni się wyjątek pozwalający przekroczyć obwiednie w zakresie 500 m.
Rozwijające się dość szybko cumulusy pozwalają mieć nadzieję na dobre odległości. Niestety po otwarciu startu lotnego silny wschodni wiatr dość szybko zwiewa chmury na zachód i czyści obszar nad Piłą. Piloci walczą więc nie tylko o to by przelecieć największą odległość ale ponadto by nie zostać zepchniętym poza obwiednię. Dla pięciu pechowców okazuje się to zbyt trudnym zadaniem co kosztuje ich utratę sporej części zdobytych punktów. Wszak przekroczenie obwiedni kończy trasę.
Najlepiej zadania dnia wywiązuje się Jacek Marszałek pokonując odległość 163,2 km. Drugi jest Maciej Tomczyński (146,3 km), trzecie miejsce zajmuje Zbigniew Górecki (141,6 km).
Konkurencja zmienia także klasyfikację generalną. Na czoło wychodzi Mirosław Izydorczak (3256 pkt), na drugie miejsce awansuje Maciej Tomczyński (3243 pkt), dotychczasowy lider Jerzy Kolasiński spada na trzecią pozycję (3228 pkt).

Czwartek 8 sierpnia

Wyż skandynawski umocnił się dając doskonałe warunki do podniebnych zmagań. Podstawa chmur osiąga wysokość 2200-2300 m, a noszenia dochodzą nawet do 5 m/s. W tak iście afrykańskich warunkach piloci klasy standard rozgrywają wyścig na trasie trójkąta 294,2 km z punktami zwrotnymi w miejscowościach Nowe i Debrzno. Podchodzący od południa cirrus zachęca do wcześniejszego odejścia. Ostatecznie większość zawodników rusza na trasę ok. 14.
Nadmiar dobrych cumulusów powoduje, że trudno zdecydować się którędy lecieć do pierwszego punktu. Prędkości przeskokowe często sięgają 180-200 km/h. Po punkcie szybowce wlatują nad Bory Tucholskie. Te jak zawsze maja dl szybowników coś ekstra. Tym razem jest to piękny szlak dający noszenia 3-4 m/s. Szlak kończy się koło Tucholi dalej trzeba wybierać: w prawo od trasy nieco słabszy szlak, po trasie pojedyncze chmurki. Nieco lepsza okazuje się koncepcja po trasie. Większość zawodników wykręca dolot przed drugim punktem. O szczęściu może mówić zwycięzca tego dnia Henryk Muszczyński, który trafia piątkę po punkcie i w niej wykręca dolot.
Prędkości osiągnięte na trasie są imponujące. Zwycięzca osiąga 121,57 km/h (!) drugi jest Łukasz Błaszczyk (117,06 km/h), trzecie miejsce zajmuje Anatol Mierkiewicz (116,48 km/h). Po sześciu konkurencjach prowadzenie uzyskuje Heniek Muszczyński (4040 pkt), drugi jest Mirosław Izydorczak (4024 pkt), trzecią pozycję zajmuje Maciej Tomczyński (3976 pkt). Zaciągający od południa cirrus związany z niżem znad niziny węgierskiej nie wróży nam nic dobrego. Czyżby koniec zawodów.

Piątek 9 sierpnia

Poranne niebo nie wróży nic dobrego. Poprzez duże połacie cirrusa przebija nieśmiało błękit. Z każdą godzina sytuacja jednak się poprawia. Na niebie rozgrywają się zmagania niżu węgierskiego z wyżem fińskim. Na wschodzie i na południu od lotniska wyskakują cumulusy. Podobne wieści nadchodzą z Poznania. A więc walczymy dalej. Zadaniem jest konkurencja obszarowa, odległościowa z jednym rozległym obszarem opartym o punkt Więcbork i sięgającym w kierunku północno-wschodnim na głębokość 110 km. Czas oblotu wynosi 3 h. Większość zawodników rusza na trasę około 14. Lot pod silny wiatr czołowy nie nastręcza większych trudności, za sprawa wysokiej podstawy chmur (1800 m) i dobrych noszeń (3-4 m/s). Najważniejsze decyzje zapadają w obrębie wyznaczonej strefy. Czy zawracać do domu po przeleceniu 140 czy 160 km? Nawet pisany z myślą o takich konkurencjach program WinPilot nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Zawodnicy, którzy zbyt wcześnie ruszyli w drogę powrotną trafiają na często „zbyt dobre” noszenia, które powodują zbyt szybki powrót do lotniska (w czasie poniżej 3 godzin). Z kolei kto głębiej wleciał w obszar ten w drodze powrotnej z wiatrem nie trafia już czwórek i kończy limit czasu na 10-30 km przed lotniskiem w Pile.
Optymalnie w tym dniu wyznaczyła sobie trasę Joanna Biedermann. Aktualna Wicemistrzyni Polski kobiet najlepiej zna rejon Borów Tucholskich. To zapewne pomaga jej osiągnąć najlepszy rezultat dnia ( 312,6 km). Nie wiele za Asią lokują się dwaj Leszczynianie Tomasz Krok (306,9 km) i Aleksander Fórmanowski (306,1 km). Dobrze poleciał także dotychczasowy lider Henryk Muszczyński zapewniając sobie zwycięstwo w zawodach i tytuł Mistrza Polski (w swojej bogatej karierze już po raz szósty). Drugie i trzecie miejsce zajęli Mirosław Izydorczak i niżej podpisany.
Dobiegły końca kolejne Mistrzostwa Polski. Dzięki dobrej organizacji, urozmaiconym konkurencjom i łaskawej pogodzie udało się rozegrać siedem ciekawych konkurencji. Bardzo miłą, spokojną atmosferę kreował zespół sędziowski pod dowództwem Dariusza Ciska, któremu pomagał wypróbowany przyjaciel szybowników Jurek Motała. Co równie ważne, komisja sędziowska ustrzegła się błędów, które były udziałem sędziów oceniających kilka minionych zawodów mistrzowskich.
Słowa wdzięczności należą się również meteorologom Janowi Spychalskiemu i Andrzejowi Nowakowi, którzy podjęli się trudnej sztuki interpretacji danych pogodowych. Jak krytyczni bywają zawodnicy przekonało się już wielu ich poprzedników. Również kierownik sportowy Jerzy Mierkiewicz sprostał niełatwemu zadaniu wykładania konkurencji (ciekawych konkurencji) w tak skomplikowanych warunkach pogodowych i ruchowych. Obecność dwóch synów (bardzo dobrych, dojrzałych już pilotów – juniorów) w charakterze zawodników, nie ułatwiała mu zadania. Któż bowiem nie ustrzeże się ojcowskich odruchów. Szczęśliwie nie miało to wpływu na wyniki zawodów. I to chciałbym także zaliczyć w poczet sukcesów kierownika sportowego mistrzostw. Winien jednak Jurek pamiętać, że piastując taką funkcję znajduje się pod szczególnym „ostrzałem” i swoje kontakty z komisją sędziowską powinien ograniczyć do niezbędnego minimum. Słowa podziękowania należą się całemu zespołowi Aeroklubu Pilskiego i jego dyrektorowi Jerzemu Wachowiczowi. Dzięki tej gościnie zapewne z chęcią przyjedziemy ponownie do Piły w kolejnych latach.
 

Jerzy Kolasiński
 

Powyższy tekst ukazał się w Przeglądzie Lotniczym nr 9/2002

Transfer na WWW Jarosław LEWENKO (LEWY)

 

 

Copyright ©2002 AN