Obfitość wydarzeń szybowcowych w ubiegłym
sezonie (m.in. II WAG), nie pozwoliła na zamieszczenie tej relacji na łamach
"Przeglądu", tym bardziej że napłynęła ona do nas dopiero w listopadzie.
Ponieważ ostatnie MP nie doczekały się innych omówień, a pod względem sportowym
były one bardzo ciekawe, uważamy że warto jednak o nich wspomnieć, również w
charakterze zaproszenia i zachęty pilotów do uczestnictwa w KZS i MP w Pile w
sezonie 2002 (red.)
 Frytters na Nimbusie 4DM
|
DZIEŃ PIERWSZY, 13
MAJAKierownik sportowy zawodów Jerzy Mierkiewicz wykłada pierwszą
konkurencję,: trójkąt 311 km Piła - Barlinek - Ośno - Piła. Po starcie jeden z
zawodników Janusz Centka podaje przez radio, że
nad Piłą występuje fala! Dla większości jest to dobra
wiadomość. Latanie na fali w pilskich warunkach terenowych zdarza się niezwykle
rzadko. Taki początek zawodów zdaje się zapowiadać szczególnie udaną imprezę.
Dołączam do kolegów. Czuję się jakbym latał na Żarze. Kilkanaście długali
"czesze" jak na zboczu potężny cumulus. Podstawa tegoż cumulusa jest na
wysokości 1600 m a my latamy znacznie powyżej podstawy. Widzę na tle chmury
maleńki szybowiec - widok jest fascynujący, tym bardziej, że mam przyjemność
podziwiania go z góry! Natychmiast żałuję, że nie mam przy sobie aparatu
fotograficznego. [my też - przyp. red.]. Tymczasem Jerzy Mierkiewicz ogłasza
otwarcie startu lotnego ale nikomu nie śpieszy się z szybkim odejściem na trasę.
Sznureczek długali pracowicie nabiera wysokości na boku cumulusa.
 Tuz
przed startem |
W końcu odchodzimy. Widzę jak
obok mnie Holendrzy na Nimbusie 4DM niezadowoleni z uzyskanej wysokości wracają
raz jeszcze na start. Windują się na 2800 m. I w drogę! Przez pierwsze
trzydzieści kilometrów lecę na czole chmury jeszcze w noszeniu falowym ale muszę
omijając chmury dostać się pod ich podstawy .Robię to i przez jakiś czas
wszystko idzie po mojej myśli. Gdy jestem trzydzieści kilometrów przed
Barlinkiem sytuacja nieco się zmienia. Teraz muszę podjąć decyzję czy lecieć
przez pola gdzie chmur jest zdecydowanie mniej czy też obejść ten gorszy
termicznie obszar od południa nad lasami. Decyduję się wybrać krótszą drogę a
więc nad polami , w gorszej termice. Ta decyzja kosztuje mnie zejściem do
parteru i walkę na 500 m o utrzymanie się w powietrzu. Kiedy nie ma już
właściwie powodu do tego , żeby nadal utrzymywać się w powietrzu natrafiam na
noszenie co prawda marne ale pozwalające odkręcić się i kontynuować lot . Powoli
kieruję się do punktu zwrotnego. Za Barlinkiem dostaję się pod podstawy i teraz
szybki lot do Ośna Lubuskiego. Przez radio słyszę, że pierwsi zawodnicy meldują
piąty kilometr. Ja mam do mety jeszcze sto kilkadziesiąt kilometrów pomimo to po
godzinie mogę zrobić to samo. Szlaki nad Puszczą Nadnotecką zawsze są wspaniałe.
Wieczorem spotykamy się przy piwie . Zawodnicy opowiadają swoje wrażenia. Jest
wielu zadowolonych. Niektórzy wydają się być spokojni o wyniki. Ale, jak to
często w sporcie bywa, i u nas nie obyło się bez niespodzianek . Jeden z kolegów
musiał przyjąć do wiadomości, że
105 km/h
wystarczyło tylko na 13 miejsce. Konkurencję wygrywa Z.
Nieradka , z prędkością 112.59km/h .Tuż za nim uplasował się J. Centka i
K.Staryszak.
DZIEŃ DRUGI , 14
MAJA3,5h cats craddle z nakazanym pierwszym punktem zwrotnym w
Człopie w ograniczonym rejonie jest drugą konkurencją zawodów. Odchodzę na trasę
dość wcześnie .W okolicy Człopy panuje jeszcze termika bezchmurna. Wracam w
kierunku lotniska gdzie warunki były zdecydowanie lepsze .Pozostaję tu jednak na
krótko .Decyduję się dołączyć do peletonu i razem z grupą szybowców po raz drugi
obieram kierunek na Człopę.
 Odprawa
przed lotami. Rodzina Śmielkiewiczów (pierw- szy i
drugi z prawej) uważnie słucha prognozy pogody
|
To była dobra decyzja ponieważ w międzyczasie nad
Człopą utworzyły się wymarzone warunki. Lot jest prawdziwą przyjemnością.
Przelatuję wiele kilometrów w stosunkowo krótkim czasie. Wiem, że to będzie
udana konkurencja. Wygrywa Andrzej Śmielkiewicz przed St. Wujczakiem i D.
Zawirskim, który przeleciał 433 km.
DZIEŃ TRZECI,
15 MAJANa porannej odprawie meteorolog zawodów pan Jana
Spychalski ostrzega przed burzami. W związku z tym Kierownik Sportowy wykłada
bardzo krótką trasę z dwoma obszarami położonymi równolegle do zbliżającego się
frontu z wierzchołkami w Złotowie i Szamocinie co w sumie daje trasę długości
tylko 150-230 km. Zakładam sobie duży margines bezpieczeństwa. Zaraz po otwarciu
startu lotnego odchodzę na trasę. Problemy zaczynają się już przy powrocie z
pierwszej strefy. Na wysokości Złotowa powietrze staje się mętne. Noszenia są
słabe, powietrze dziwnie spokojne , taka przysłowiowa cisza przed burzą. Prawie
że ocieram się o nadchodzącą, szarą, skłębioną masę powietrza zaczynającą się
tuż przy ziemi i sięgającą aż gdzieś po stratosferę. Udaje mi się jakoś dostać
pod podstawy chmur, które wyglądają w miarę niewinne i kieruję się do drugiego
obszaru , ale z takim wyliczeniem aby przelatywać w pobliżu lotniska. Po chwili
widzę, że w poprzek trasy rozbudowuje się szybko całkiem nieprzyjemny wałek
chmur odgradzający mnie od lotniska i drugiego obszaru. Znajduję w nim miejsce
gdzie chmury są elegancko przycięte od dołu. Wiem, że to oznacza występowanie
noszeń . Poza tym widzę że z drugiej strony chmury jest jaśniej a więc nie waham
się dłużej. Kieruję szybowiec wprost w tę przecinkę. W międzyczasie spuszczam
wodę ze zbiorników balastowych i lepiej dociągam pasy. Kiedy jestem jakieś
pięćset metrów przed chmurą następuje seria wyładowań atmosferycznych.
 Meteorolog Jan Spychalski przedstawia prognozę
pogody |
Nie mam drogi odwrotu! Lądowanie w
polu czy oblecenie kompleksu chmur nie gwarantuje już bezpieczeństwa.
Postanawiam kontynuować lot w nadziei , że zdążę zanim chmura zjonizuje się
ponownie. Ryzyko się opłaca. Bez większych problemów ląduję na lotnisku. Na
ziemi panuje zupełny spokój. Zaraz po moim lądowaniu siada Karol Staryszak. On
również wybrał bezpieczeństwo nad zawodniczą walkę. Udajemy się do hangaru gdzie
wyczekujemy powrotu kolegów. Dzwoni telefon. To moja żona. Z niepokojem
przekazuje mi informację, że jeden z szybowców przeleciał właśnie nad naszym
domem na małej wysokości. Wsiadam w samochód i jadę na start, żeby pomóc
sprawnie zaholować szybowiec do hangaru. Czekam dłuższą chwilę. Bez rezultatu.
Szybowiec nie nadlatuje. Gdzieś w głębi rodzi się niepokój. Jeszcze raz dzwonię
do żony, żeby uzyskać dokładniejsze informacje, szczególnie o kierunku lotu. Nie
mogę czekać dłużej. Razem z kolegą Mierkiewiczem jedziemy szukać szybowca.
Znajdujemy go tuż przy granicy lotniska na terenie ogródków działkowych .Na
szczęście ani pilot ani szybowiec nie ucierpieli zbytnio. Okazuje się, że pomimo
dużego zapasu wysokości pilot dostał się w tak mocne duszenie i opad deszczu, że
nie zdołał dolecieć do lotniska. W tym dniu nikt nie oblatuje trasy. Konkurencję
wygrwa Stanisław Kluk przelatując 182 kilometry, drugi jest A. Śmielkiewicz
przed R. Ślęczkowskim.
DZIEŃ CZWARTY, 20
MAJACzwarta konkurencja zawodów. Obszarówka z punktami zwrotnymi
Piła - Człopa - Czarnków - Piła . Konkurencję wygrywa K. Staryszak przed S.
Wujczakiem i R. Ślęczkowskim. Wyniki tej konkurencji wywołują trochę emocji
ponieważ sędziowie do klasyfikacji przyjmują punkty za odległość i za prędkość
.W wyniku tego zaznaczają się bardzo duże różnice punktowe pomiędzy zawodnikami.
DZIEŃ PIĄTY, 22 MAJAPo jednym dniu
gorszej pogody rozgrywamy najdłuższą konkurencję mistrzostw, 554 km. Zostaje
wyłożona klasyczna konkurencja prędkościowa. Trasa przebiega po najlepszych
termicznie terenach nad Puszczą Nadnotecką. Wyznaczono punkty zwrotne: Piła -
Lwówek - Ośno L. - Krajenka - Lipki - Piła. Warunki dopisują. Zawodnicy uzyskują
znakomite prędkości. Wygrywa St. Wujczak z prędkością 119,25 km/h przed Zb.
Nieradką i Mariuszem Rachwałem. Moje 103 km/h które dla mnie stanowią rekord
życiowy są niestety najsłabszym wynikiem konkurencji .Pomimo to jestem
usatysfakcjonowany.
 Zb.
Siwik na dolocie |
DZIEŃ
SZÓSTY, 23 MAJA Kierownik Sportowy informuje , że dobre warunki
pogodowe utrzymają się nadal .Zarządza grid na 8 rano i planuje wyłożenie trasy
o długości 750 km. Niestety , pogoda okazuje się nie tak łaskawa i lecimy tylko
na 512 km po trasie Piła - Koronowo - Dębno L. - Złotów - Piła . Początkowo
utrzymuje się termika cumulusowa , niestety w ciągu dnia w miarę jak podstawy
chmur się podnoszą inwersja wyżowa skutecznie czyści niebo. Ja przewidując
sytuację odchodzę na trasę dość późno i w samotnym locie na 'blaszce' podejmuję
decyzję o skróceniu trasy. Czternastu zawodnikom udaje się wykonać zadanie .
Zwycięzca konkurencji Z. Nieradka pokonuje trasę z prędkością tylko 86,76 km/h ,
drugi jest Dariusz Zawirski a trzeci M. Rachwał. Te wyniki potwierdzają jak
trudna była to konkurencja .
DZIEŃ SIÓDMY, 24
MAJATego dnia utrzymuje się nadal ten sam typ pogody, tylko masa
jest jeszcze bardziej wysuszona. Rozgrywamy 3.5 h cat's craddle. W tym dniu
latam sam, no i nie podejmuję najlepszej decyzji co do rejonu. Przelatuję tylko
224 km. Niektórym udaje się trafnie przewidzieć rozwój warunków pogodowych i
lecą aż w okolice Grudziądza gdzie
na
szlakach cumulusowych wylatują prawie po czterysta kilometrów.
Wygrywa Z. Nieradka przed D.Zawirskim i S.Wujczakiem.
 Panowie
Fritters (ojciec i syn) analizują zadanie dnia
|
DZIEŃ ÓSMY, 25 MAJATo
przedostatni dzień zawodów. Znowu lecimy na AAT, z tym, że tym razem musimy
przelecieć jak najdłuższy dystans w czasie ograniczonym do czterech godzin. Mamy
polecieć z Piły na obszar zaczynający się w Lipkach i sięgający aż po granicę
państwa. Następnie wracamy do Piły i dalej do obszaru o promieniu 20 km, którego
centralnym punktem jest Wieleń. Później okazuje się , że była to bardzo ciekawa
konkurencja, rajdowo-nawigacyjna, jak określili to sami zawodnicy. Warunki
pogodowe w tym dniu rozwijają się znakomicie, lecimy dość szybko aż za Gorzów
Wlkp. Tam termika zmienia się na bezchmurną. Nie wszyscy odważają się na
penetrowanie tego obszaru i skracają trasę. Wracamy w warunkach bardzo dobrej
pogody i okazuje się , że nasze obawy były bezpodstawne .Mamy taki zapas czasu ,
że można było spokojnie skończyć zadanie. Konkurencję wygrywa Janusz Centka ,
który nie bał się wlecieć głęboko w obszar bezchmurnej termiki.
 Przed
konkurencją |
DZIEŃ
DZIEWIĄTY, 26 MAJARano analizujemy wyniki. Prowadzi Wujczak przed
Nieradką, Ślęczkowskim i Rachwałem Różnica punktowa zamyka się w 100 punktach a
więc wszystko jeszcze może się zdarzyć. Dzisiaj lecimy na trasę: Piła - Lędyczek
- Wągrowiec - Czarnków - Piła długości 200 km. Pogoda jest bardzo nieciekawa.
Mamy lecieć na termice bezchmurnej. Słońce dociera do ziemi przez warstwę chmur
wysokich. Po otwarciu startu lotnego jako pierwszy odchodzi Janusz Centka, za
nim spory peleton, ja odchodzę w jego czołówce. Widać, że wszyscy lecą bardzo
zachowawczo i ostrożnie. Kominy są dokręcane do końca. Mam wrażenie, że wszyscy
czekają na odważnego.Taka pasywna postawa zmienia w znaczący sposób klasyfikację
zwodników. Robert Ślęczkowski dolatuje do mety jako piąty i to pozwala mu wyjść
na prowadzenie Stanisław Wujczak kończy trasę na 10 pozycji i spada na drugie
miejsce. Zbigniew Nieradka jest dopiero siedemnasty, ale to wystarcza do zajęcia
trzeciego miejsca .Największym przegranym jest Mariusz Rachwał, który ląduje na
40 kilometrze i spada na dalekie jedenaste miejsce. Ja ostatecznie uplasowałem
się na dziewiętnastym miejscu .
ZAKOŃCZENIE
ZAWODÓWNo i po zawodach. Jeszcze dekoracja mistrzów, medale,
dyplomy, drobne upominki. Nasz kolega ze Stanów Zjednoczonych, Jerzy
Plaszowiecki ufundował dla zwycięzcy oprogramowanie szybowcowe - Winpilota. To
bardzo miła niespodzianka. Tutaj parę słów wyjaśnienia
co to takiego, Winpilot? Otóż jest to
oprogramowanie szybowcowe, które w połączeniu z palmtopem tworzy najnowszej
generacji szybowcowy komputer pokładowy. Oprogramowanie ma prosty, intuicyjny
interfejs. Wykorzystuje dane z urządzenia GPS i wariometru elektrycznego - w
efekcie na ekranie komputera kieszonkowego wyświetlane są niezwykle precyzyjne
dane dotyczące nawigacji, lotu i fazy dolotowej szybowca. Instrukcję do programu
w języku polskim można ściągnąć ze strony internetowej
http://217.98.96.32. Już drugi raz Piła miała zaszczyt gościć najlepszych szybowników Polski i to w najpiękniejszej klasie - w klasie otwartej. Dla mnie
te zawody zapiszą się w pamięci jako wspaniałe święto szybownictwa, w których
było mi dane uczestniczyć. Mam nadzieją , że nie po raz ostatni .Korzystając z
okazji zapraszam w imieniu dyrekcji i członków Aeroklubu Ziemi Pilskiej na
krajowe Zawody Szybowcowe oraz Mistrzostwa Polski w klasie standard w lipcu 2002
roku.
Autor Zbigniew Siwik
Zdjęcia Barbara i Zbigniew
Tomczak